Rozdział 1. "刑務所"
Ze
wzgórza można było obserwować piękną panoramę leżącej na nizinie wioski
Ruben, mieszczącej się niedaleko stolicy, miasta Elder. Uwielbiała tam
przychodzić, siadać na wiecznie zielonej, miękkiej trawie i przyglądać
się uśmiechającemu do niej słońcu. Życie w wiosce było spokojne i pełne
radości. Każdy się znał i mógł liczyć na sąsiadów. Jej rodzina była
najzamożniejszą, ponieważ jej ojciec był gubernatorem, który z reguły
pracował u boku cesarza. Wiatr rozwiewał jej długie, proste włosy
wplatać w nie płatki kwiatów odpadające z pąków drzew. Czuła się tak
beztrosko i swobodnie. Bezpieczeństwo, które miała zapewniona wioska
niosło za sobą legendę, która ma wiele scenariuszy. Jednak ona
postanowiła nie wierzyć w żadną. Jedna mówiła o potworze żerującym na
życiu mieszkańców, który został zabity przez ogromny oddział armii
cesarza Elder. Inna jeszcze mówi zaś o grupie wyszkolonych zabójców,
którzy teroryzowali miasto zabijając niewinnych ludzi i okradając ich
domy. Większość z nich została zabita, a reszta zapadła się jak kamień w
wodę. Kolejna wspomina coś o nieśmiertelnym wojowniku, który został
uśpiony w brutalny sposób sto lat temu, dzięki czemu teraz wioska nie
musi obawiać się niczego.
Dla Anastazji to wszystko było
jedną wielką bujdą, choć w grupę przestępczą mogła uwierzyć. Jednak nie
miała powodu do tego, aby zawracać sobie tym głowy. Położyła się na
trawie i spojrzała na błękitne niebo, po którym sunęły puchate, ogromne
chmury sprawiając, że ta chwila stawała się jeszcze piękniejsza.- Panienko Martin! - usłyszała znajomy głos. Podniosła się więc na łokciach i spojrzała w stronę biegnącej służącej. Eve była sierotą, którą jej matka przygarnęła kilka lat temu. Nie mogła wychować jej jako swojego dziecka, więc poprosiła o to jedną ze służących. W ten sposób Eve miała dostatnie życie i dobre warunki bytu, matkę oraz przyjaciółkę, którą stała się dla niej Ana. Mimo iż ich stanowiska społeczne tak bardzo się różniły, dziewczyny były prawie w tym samym wieku i świetnie się dogadywały. Dlatego też Eve była bardziej przyjaciółką, niżeli służącą. Państwo Martin byli razem od czterdziestu lat. Podobno połączyły ich wydarzenia z opowiadanych przez mieszkańców legend. Kiedy Ana była mała, jej rodzice często opowiadali jej różne ciekawe historie ze swojej młodości. Jej ojciec był kiedyś generałem i podobno stoczył ostateczną walkę z wrogiem stolicy i drogiej mu wioski, którą teraz zamieszkują. Dlatego też opowieść ojca, o niezwyciężonym, niesamowicie utalentowanym.. Wręcz stworzonym do zabijania mężczyźnie wydała się najbardziej wiarygodna i jedyna godna uwierzenia.
- Coś się stało, Eve? - spytała Anastazja podnosząc się z trawy.
- Pani Martin prosi, abyś wróciła do domu. Kolacja będzie za moment podana.. - rzuciła łapiąc oddech.
- Dobrze, więc... Już idę.
Anastazja była dwudziesto letnią brunetką, o piwnych, dużych oczach okalanych przez gęste grzebienie czarnych rzęs. Miała pełne malinowe usta i krągłe policzki, które często były zaróżowione. Była wysportowana i zwinna, zawsze pełna entuzjazmu i pozytywnej energii. Miała dziwne pomysły, które nie podobały się jej matce. Chciała zostać żołnierzem. Walczyć dla ludzi i ich dobra. Uwielbiała chodzić po drzewach, biegać i chodzić w różne dziwne miejsca, jak las, czy spacerować pustymi ulicami wioski po zmroku. Od niedawna bierze także potajemne lekcje sztuki walki u starego, emerytowanego żołnierza, który zgodził się dawać jej lekcji dwa razy w tygodniu, późnym popołudniem, kiedy wszyscy na jej dworze byli zbyt zajęci, by skupić się na tym, gdzie przebywała Ana. Była szczęśliwa, że potrafi się obronić i może nadal nauczyć się więcej. Potrafiła posługiwać się mieczem oraz strzelać z łuku. Mężczyzna uczył jej także zwinności i wytrwałości. W takich chwilach czuła się jak najbardziej spełniona.
*
- Dobrze, dobrze... Już idę, przepraszam mamo.. - mruknęła Anastazja i gdy tylko odwróciła się do matki tyłem przewróciła teatralnie oczami i razem z Eve udała się do swojej komnaty.
- Co dziś robiłaś? - spytała Eve delikatnie myjąc plecy brunetki. - Byłaś dzisiaj u Bert'a, prawda?
- Mhm - przytaknęła z uśmiechem i zaczęła gąbką myć swoje przedramiona. - Pokazał mi dzisiaj kilka dobrych ruchów podczas walki i dwa dobre uniki, gdyby ktoś mnie kiedyś zaatakował. Wszystko musiało być wykonywane tak szybko, okropnie się dzisiaj zmęczyłam! - jęknęła.
Po kąpieli Eve pomogła się przebrać i w mgnieniu oka gotowa Ana zeszła wraz z przyjaciółką do jadali, aby zjeść kolację w towarzystwie matki i jej młodszego brata.
- Wujek Hans.. - Anastazja na widok swoje wuja uśmiechnęła się promiennie i przyspieszyła kroku, aby rzucić mu się na szyję. - Jak tato? - spytała pełna nadziei.
- Dziękuję, bardzo dobrze. Ma naprawdę dużo pracy, cesarz aktualnie musi podejmować wiele decyzji, w których obecność Twojego ojca jest niezbędna. - posłał jej krótki uśmiech. - Chodźmy zjeść. Eve.. - skinieniem głowy przywitał się z drobną blondyneczką. Eve była oryginalnej urody. Miała jasne blond włosy, krystaliczną, jasną cerę oraz jasne, błękitne oczy.
Zasiadli do stołu i zaczęli jeść. Ana miała jak zwykle wilczy apetyt, połykała jedzenie jakby za chwile miało zniknąć. Matka posłała jej karcące spojrzenie i spoważniała odkładając sztućce na stół. Podniosła do ust serwetkę i obtarła je delikatnie.
- Hans zabiera mnie do Elder, jestem potrzebna, ponieważ cesarzowa na dniach może urodzić. Cesarz Cedrick nie chce mieć w pałacu osób niepewnych, chce tych, których może obdarzyć zaufaniem. Twój ojciec powiedział mu, że może po mnie posłać, więc wyjeżdżam jeszcze dzisiaj. - oznajmiła beznamiętnie i otworzyła oczy w skupieniu przyglądając się córce, która wzięta z zaskoczenia rozdziawiła szeroko usta. - Anastazjo! - skarciła ją matka. - Zachowuj się. - syknęła. - Mam nadzieję, że pod moją nieobecność nie zrobisz niczego głupiego, a gdy wrócę, zastanę dwór w jednym kawałku.
- Na długo wyjeżdżasz? - Ana próbowała ukryć swoje zaskoczenie.
- Na pewno na kilka tygodni, może na miesiąc. Nie mam pojęcia. Pod moją nieobecność wszystkim będzie się zajmowała Grace. Eve, mam nadzieję, że pomożesz swojej matce.. - obdarzyła młoda blondynkę serdecznym uśmiechem i spojrzała ponownie na swoją córkę, która zdążyła poplamić suknię jedzeniem, które jadła w pośpiechu. - Podczas mojego pobytu w Elder, przemyśl swoje zachowanie i kiedy wrócę, chcę wiedzieć, jakie wnioski wyciągnęłaś. Jeśli właściwe, to w porządku, jednak jeśli nie... Natychmiast po powrocie poślę z powrotem po guwernantkę.
- Ale mamo... - Anastazja oniemiała. - Przecież...
- Nie idź za późno spać. - nakazała i uśmiechnęła się czule, jakby chłodna natura tej kobiety nigdy nie istniała. Wstała od stołu i z troską podeszła do córki i pocałowała ją w czubek głowy. Eve także została ucałowana, po czym Estera spojrzała ponownie na córkę i skinęła lekko głową. Ana zamrugała nerwowo i posłała matce drętwy uśmiech.
*
Obserwowała przez okno, jak powóz, w którym siedział wuj Hans z jej matką oddala się ku zachodowi słońca. Ten dzień był tak męczący, a ona już wiedziała, że nie zmruży oka. Postanowiła pospacerować po posiadłości. Było tyle miejsc i komnat, które chciała odwiedzić. Eve zasnęła zmęczona dzisiejszymi obowiązkami, więc Ana przeszła cicho obok jej komnaty i udała się w głąb ciemnego korytarza. Zapaliła światło na schodach i po cichutku zeszła do piwnicy. Nie miała pojęcia, co ją tam ciągło. Nieodparta ciekawość, czy może jeszcze coś innego? Nagle korytarz się skończył. Stała przed dużymi, dębowymi drzwiami z ogromną, zdobioną klamką. Przygryzła dolną wargę i niepewnie ujęła klamkę w dłoń, aby chwilę później ją nacisnąć. Za drzwiami były drugie drzwi. Anastazja zwątpiła, jednak widząc niewielki klucz wiszący w ciemnej wnęce między jednymi, a drugimi drzwiami, postanowiła jednak tam wejść. Jaka dziwna siła ciągnęła ją w tamto miejsce. Kiedy przekręciła kluczyk w drzwiach poczuła dziwny chłód i swego rodzaju ból. To nie był ból wizyczny. Wynikał on raczej ze współczucia, którego nadal nie rozumiała. Drzwi prowadziły do wąskiego korytarza, a na jego końcu były kolejne drzwi. Znajdowała się w nich niewielka krata na wysokości oczu. Anastazja przyspieszyła kroku, zżerała ją niesamowita ciekawość. Na ścianie niedaleko drzwi na dużym, metalowym kółku wisiał pojedynczy, długi klucz zdobiony dziwnymi napisami w języku, którego nie znała. Ona jednak, gdy go tylko ujęła w dłoń poczuła niesamowity przypływ energii i nagle nieznajome literki na kluczu stały się dla niej jasne.
- Incursio... - szepnęła i włożyła klucz do zamka, aby po chwili przekręcić go energicznie i otworzyć drzwi. Zamarła. Stanęła w progu z szeroko otwartymi oczami, a oddech z jej rozchylonych ust informował, że temperatura powietrza była niższa, niż w pozostałych miejscach. Pomieszczenie było puste, mieścił się tam tylko niewielki drewniany stół, na którym leżały dziwne urządzenia, których Anastazja nigdy wcześniej nie widziała. W ścianę były wkute dwa, grube łańcuchy ze srebra. Były dość długie, rozstawione na szerokość ramion dorosłego mężczyzny. Na ich zakończeniach były grube, srebrne kajdanki, które w swych uściskach trzymały smukłe, nieskazitelne nadgarstki. Mężczyzna przykuty do ściany miał na sobie czarne, obcisłe spodnie i podartą białą, lnianą koszulę. Było na niej kilka czerwonych plam, prawdopodobnie od krwi. Jego głowa zwisała bezwiednie na klatkę piersiową, a blond włosy przysłaniały twarz. Anastazja zasłoniła usta dłonią,a do oczu naszły jej łzy.
- Boże... - szepnęła i puściła się biegiem w jego stronę. Jego smukłe ciało wydawało się być wykończone, nieco wychudzone. Był chyba nieprzytomny, dostrzegła kątem oka niewielką misę z wodą. Podbiegła po nią, wzięła ja i oderwała sobie z koszuli nocnej niewielki skrawek materiału. Uklęknęła przed blondynem i przez chwilę przyglądała mu się niepewnie. Czuła od niego coś dziwnego, miała przeczucie, że nie powinna podchodzić tak blisko, że w ogóle nie powinna była tutaj wchodzić... Jednak coś wciąż kazało jej tutaj zostać. Zostać z nim. Zamoczyła materiał we wodzie i wyciskając go niepewnie wyciągnęła rękę w stronę jego głowy. Drugą dłonią, drżącym ruchem sięgnęła do jego włosów, aby odgarnąć je z twarzy. Kiedy to zrobiła, ponownie zaparło jej dech w piersi. Miał tak spokojną, piękną twarz. Wyglądał jak uwięziony anioł... Delikatnie dotknęła zmoczonym materiałem jego czoła, prawego, a później lewego policzka. Zamoczyła materiał ponownie i powtórzyła proces. Mężczyzna poruszył się nieznacznie, na co Ana zareagowała gwałtownym wzdrygnięciem. Uniósł delikatnie głowę i powoli zaczął otwierać oczy. Mrużył je nieco przyzwyczajając je do wdzierającego się z korytarza światła. Spojrzał na brunetkę nieprzytomnie mierząc ją wzrokiem.
- C-chcesz... s-się napić? - szepnęła, a głos drżał jej bardziej, niż się spodziewała. Skinął głową, a ona pospiesznie podała mu miskę i troskliwie pomogła się napić. Odstawiła naczynie ponownie na ziemię i przyjrzała mu się uważnie. Był osobą silną, świadczyła o tym umięśniona budowa jego ciała, jednak był zdecydowanie wykończony. Nie wiadomo jak długo już tutaj jest.. Czy jej matka o tym wie? Ukrywa to przed nią? Czy to tutaj jej ojciec znika wieczorami za każdym razem, gdy jest w domu? Jego uroda była inna, nie był stąd. Na pewno był cudzoziemcem. Tylko jak się tutaj dostał? Tyle pytań cisnęło jej się na usta.. Sięgnęła ponownie po materiał i zamoczyła go w zimnej wodzie. Wycisnęła i spojrzała na wciąż patrzącego na nią blondyna.
- M-mogę..? - szepnęła wyciągając rękę ze zmoczonym materiałem w jego stronę. Kiwnął anemicznie głową i gdy tylko materiał zetknął się z jego skórą zmrużył oczy, jakby poczuł ulgę. Ana postanowiła wykorzystać ten moment. - Możesz mówić? - szepnęła, a on tylko przytaknął. - Długo tutaj jesteś? - spytała i nagle poczuła, że jej głos powoli wraca do normy. Ponownie tylko przytaknął. Westchnęła i zamoczyła na nowo materiał powtarzając ponownie proces. - Jak Ci na imię? - długo w odpowiedzi słyszała tylko ciszę. W końcu do jej uszu dostał się cichy, ochrypły głos. Był głęboki i zmysłowy, jednak wyprany z emocji.
- Hyukjae...
Poczuła jak jej puls przyspiesza, a oddech staje się płytki. Czy ten przystojny, anielsko piękny mężczyzna jest tutaj z konkretnego powodu? Czy jest niebezpieczny? Czy jeśli taki jest, to czy nie powinna odczuwać strachu, a on nie powinien próbować jej teraz zaatakować? I czym było to, co czuła, w stosunku do niego? Czy to była litość? A może zwykle współczucie..
* 刑務所 [Keimusho] - więzień

Ana i Eva!!! ^__^ juz je uwielbiam <3 Biedny Hyukjae.. az mam ciary jak sobie pomysle kiedy okaze sie kto tu jest złym charakterem a kto dobrym.. ciekawosc rosnie! bosko nieliczac malych literowek ;)
OdpowiedzUsuńPoprawię literówki w wolnej chwili! ;*
OdpowiedzUsuńps. Eve ;) nie Eva <3
Dziękuję za komentarz! :3
~ Noise