niedziela, 22 lutego 2015

1. Angelus mortis.


Rozdział 1. "刑務所"

    Ze wzgórza można było obserwować piękną panoramę leżącej na nizinie wioski Ruben, mieszczącej się niedaleko stolicy, miasta Elder. Uwielbiała tam przychodzić, siadać na wiecznie zielonej, miękkiej trawie i przyglądać się uśmiechającemu do niej słońcu. Życie w wiosce było spokojne i pełne radości. Każdy się znał i mógł liczyć na sąsiadów. Jej rodzina była najzamożniejszą, ponieważ jej ojciec był gubernatorem, który z reguły pracował u boku cesarza. Wiatr rozwiewał jej długie, proste włosy wplatać w nie płatki kwiatów odpadające z pąków drzew. Czuła się tak beztrosko i swobodnie. Bezpieczeństwo, które miała zapewniona wioska niosło za sobą legendę, która ma wiele scenariuszy. Jednak ona postanowiła nie wierzyć w żadną. Jedna mówiła o potworze żerującym na życiu mieszkańców, który został zabity przez ogromny oddział armii cesarza Elder. Inna jeszcze mówi zaś o grupie wyszkolonych zabójców, którzy teroryzowali miasto zabijając niewinnych ludzi i okradając ich domy. Większość z nich została zabita, a reszta zapadła się jak kamień w wodę. Kolejna wspomina coś o nieśmiertelnym wojowniku, który został uśpiony w brutalny sposób sto lat temu, dzięki czemu teraz wioska nie musi obawiać się niczego.
Dla Anastazji to wszystko było jedną wielką bujdą, choć w grupę przestępczą mogła uwierzyć. Jednak nie miała powodu do tego, aby zawracać sobie tym głowy. Położyła się na trawie i spojrzała na błękitne niebo, po którym sunęły puchate, ogromne chmury sprawiając, że ta chwila stawała się jeszcze piękniejsza.
- Panienko Martin! - usłyszała znajomy głos. Podniosła się więc na łokciach i spojrzała w stronę biegnącej służącej. Eve była sierotą, którą jej matka przygarnęła kilka lat temu. Nie mogła wychować jej jako swojego dziecka, więc poprosiła o to jedną ze służących. W ten sposób Eve miała dostatnie życie i dobre warunki bytu, matkę oraz przyjaciółkę, którą stała się dla niej Ana. Mimo iż ich stanowiska społeczne tak bardzo się różniły, dziewczyny były prawie w tym samym wieku i świetnie się dogadywały. Dlatego też Eve była bardziej przyjaciółką, niżeli służącą. Państwo Martin byli razem od czterdziestu lat. Podobno połączyły ich wydarzenia z opowiadanych przez mieszkańców legend. Kiedy Ana była mała, jej rodzice często opowiadali jej różne ciekawe historie ze swojej młodości. Jej ojciec był kiedyś generałem i podobno stoczył ostateczną walkę z wrogiem stolicy i drogiej mu wioski, którą teraz zamieszkują. Dlatego też opowieść ojca, o niezwyciężonym, niesamowicie utalentowanym.. Wręcz stworzonym do zabijania mężczyźnie wydała się najbardziej wiarygodna i jedyna godna uwierzenia.
- Coś się stało, Eve? - spytała Anastazja podnosząc się z trawy.
- Pani Martin prosi, abyś wróciła do domu. Kolacja będzie za moment podana.. - rzuciła łapiąc oddech.
- Dobrze, więc... Już idę.
Anastazja była dwudziesto letnią brunetką, o piwnych, dużych oczach okalanych przez gęste grzebienie czarnych rzęs. Miała pełne malinowe usta i krągłe policzki, które często były zaróżowione. Była wysportowana i zwinna, zawsze pełna entuzjazmu i pozytywnej energii. Miała dziwne pomysły, które nie podobały się jej matce. Chciała zostać żołnierzem. Walczyć dla ludzi i ich dobra. Uwielbiała chodzić po drzewach, biegać i chodzić w różne dziwne miejsca, jak las, czy spacerować pustymi ulicami wioski po zmroku. Od niedawna bierze także potajemne lekcje sztuki walki u starego, emerytowanego żołnierza, który zgodził się dawać jej lekcji dwa razy w tygodniu, późnym popołudniem, kiedy wszyscy na jej dworze byli zbyt zajęci, by skupić się na tym, gdzie przebywała Ana. Była szczęśliwa, że potrafi się obronić i może nadal nauczyć się więcej. Potrafiła posługiwać się mieczem oraz strzelać z łuku. Mężczyzna uczył jej także zwinności i wytrwałości. W takich chwilach czuła się jak najbardziej spełniona.

*

- Anastazjo, córeczko! - pani Martin była wysoką, krągłą brunetką, która kochała swoje długie suknie i kobiecość. Była bez dwóch zdań damą, o nienagannych manierach. Wiele kobiet zazdrościło jej gracji i elegancji z jaką potrafiła się poruszać. Nie mogła jednak powiedzieć tego o swojej córce, która ciągle miała ochotę skakać po drzewach. - Gdzie Ty byłaś tyle czasu? - jęknęła i obrzuciła córkę spojrzeniem. - I jak Ty wyglądasz... Potargana, ubrudzona... Idź się przygotować, za piętnaście minut podadzą do stołu.
- Dobrze, dobrze... Już idę, przepraszam mamo.. - mruknęła Anastazja i gdy tylko odwróciła się do matki tyłem przewróciła teatralnie oczami i razem z Eve udała się do swojej komnaty.
- Co dziś robiłaś? - spytała Eve delikatnie myjąc plecy brunetki. - Byłaś dzisiaj u Bert'a, prawda?
- Mhm - przytaknęła z uśmiechem i zaczęła gąbką myć swoje przedramiona. - Pokazał mi dzisiaj kilka dobrych ruchów podczas walki i dwa dobre uniki, gdyby ktoś mnie kiedyś zaatakował. Wszystko musiało być wykonywane tak szybko, okropnie się dzisiaj zmęczyłam! - jęknęła.
Po kąpieli Eve pomogła się przebrać i w mgnieniu oka gotowa Ana zeszła wraz z przyjaciółką do jadali, aby zjeść kolację w towarzystwie matki i jej młodszego brata.
- Wujek Hans.. - Anastazja na widok swoje wuja uśmiechnęła się promiennie i przyspieszyła kroku, aby rzucić mu się na szyję. - Jak tato? - spytała pełna nadziei.
- Dziękuję, bardzo dobrze. Ma naprawdę dużo pracy, cesarz aktualnie musi podejmować wiele decyzji, w których obecność Twojego ojca jest niezbędna. - posłał jej krótki uśmiech. - Chodźmy zjeść. Eve.. - skinieniem głowy przywitał się z drobną blondyneczką. Eve była oryginalnej urody. Miała jasne blond włosy, krystaliczną, jasną cerę oraz jasne, błękitne oczy.
Zasiadli do stołu i zaczęli jeść. Ana miała jak zwykle wilczy apetyt, połykała jedzenie jakby za chwile miało zniknąć. Matka posłała jej karcące spojrzenie i spoważniała odkładając sztućce na stół. Podniosła do ust serwetkę i obtarła je delikatnie.
- Hans zabiera mnie do Elder, jestem potrzebna, ponieważ cesarzowa na dniach może urodzić. Cesarz Cedrick nie chce mieć w pałacu osób niepewnych, chce tych, których może obdarzyć zaufaniem. Twój ojciec powiedział mu, że może po mnie posłać, więc wyjeżdżam jeszcze dzisiaj. - oznajmiła beznamiętnie i otworzyła oczy w skupieniu przyglądając się córce, która wzięta z zaskoczenia rozdziawiła szeroko usta. - Anastazjo! - skarciła ją matka. - Zachowuj się. - syknęła. - Mam nadzieję, że pod moją nieobecność nie zrobisz niczego głupiego, a gdy wrócę, zastanę dwór w jednym kawałku.
- Na długo wyjeżdżasz? - Ana próbowała ukryć swoje zaskoczenie.
- Na pewno na kilka tygodni, może na miesiąc. Nie mam pojęcia. Pod moją nieobecność wszystkim będzie się zajmowała Grace. Eve, mam nadzieję, że pomożesz swojej matce.. - obdarzyła młoda blondynkę serdecznym uśmiechem i spojrzała ponownie na swoją córkę, która zdążyła poplamić suknię jedzeniem, które jadła w pośpiechu. - Podczas mojego pobytu w Elder, przemyśl swoje zachowanie i kiedy wrócę, chcę wiedzieć, jakie wnioski wyciągnęłaś. Jeśli właściwe, to w porządku, jednak jeśli nie... Natychmiast po powrocie poślę z powrotem po guwernantkę.
- Ale mamo... - Anastazja oniemiała. - Przecież...
- Nie idź za późno spać. - nakazała i uśmiechnęła się czule, jakby chłodna natura tej kobiety nigdy nie istniała. Wstała od stołu i z troską podeszła do córki i pocałowała ją w czubek głowy. Eve także została ucałowana, po czym Estera spojrzała ponownie na córkę i skinęła lekko głową. Ana zamrugała nerwowo i posłała matce drętwy uśmiech.

*

Obserwowała przez okno, jak powóz, w którym siedział wuj Hans z jej matką oddala się ku zachodowi słońca. Ten dzień był tak męczący, a ona już wiedziała, że nie zmruży oka. Postanowiła pospacerować po posiadłości. Było tyle miejsc i komnat, które chciała odwiedzić. Eve zasnęła zmęczona dzisiejszymi obowiązkami, więc Ana przeszła cicho obok jej komnaty i udała się w głąb ciemnego korytarza. Zapaliła światło na schodach i po cichutku zeszła do piwnicy. Nie miała pojęcia, co ją tam ciągło. Nieodparta ciekawość, czy może jeszcze coś innego? Nagle korytarz się skończył. Stała przed dużymi, dębowymi drzwiami z ogromną, zdobioną klamką. Przygryzła dolną wargę i niepewnie ujęła klamkę w dłoń, aby chwilę później ją nacisnąć. Za drzwiami były drugie drzwi. Anastazja zwątpiła, jednak widząc niewielki klucz wiszący w ciemnej wnęce między jednymi, a drugimi drzwiami, postanowiła jednak tam wejść. Jaka dziwna siła ciągnęła ją w tamto miejsce. Kiedy przekręciła kluczyk w drzwiach poczuła dziwny chłód i swego rodzaju ból. To nie był ból wizyczny. Wynikał on raczej ze współczucia, którego nadal nie rozumiała. Drzwi prowadziły do wąskiego korytarza, a na jego końcu były kolejne drzwi. Znajdowała się w nich niewielka krata na wysokości oczu. Anastazja przyspieszyła kroku, zżerała ją niesamowita ciekawość. Na ścianie niedaleko drzwi na dużym, metalowym kółku wisiał pojedynczy, długi klucz zdobiony dziwnymi napisami w języku, którego nie znała. Ona jednak, gdy go tylko ujęła w dłoń poczuła niesamowity przypływ energii i nagle nieznajome literki na kluczu stały się dla niej jasne.
- Incursio... - szepnęła i włożyła klucz do zamka, aby po chwili przekręcić go energicznie i otworzyć drzwi. Zamarła. Stanęła w progu z szeroko otwartymi oczami, a oddech z jej rozchylonych ust informował, że temperatura powietrza była niższa, niż w pozostałych miejscach. Pomieszczenie było puste, mieścił się tam tylko niewielki drewniany stół, na którym leżały dziwne urządzenia, których Anastazja nigdy wcześniej nie widziała. W ścianę były wkute dwa, grube łańcuchy ze srebra. Były dość długie, rozstawione na szerokość ramion dorosłego mężczyzny. Na ich zakończeniach były grube, srebrne kajdanki, które w swych uściskach trzymały smukłe, nieskazitelne nadgarstki. Mężczyzna przykuty do ściany miał na sobie czarne, obcisłe spodnie i podartą białą, lnianą koszulę. Było na niej kilka czerwonych plam, prawdopodobnie od krwi. Jego głowa zwisała bezwiednie na klatkę piersiową, a blond włosy przysłaniały twarz. Anastazja zasłoniła usta dłonią,a do oczu naszły jej łzy.
- Boże... - szepnęła i puściła się biegiem w jego  stronę. Jego smukłe ciało wydawało się być wykończone, nieco wychudzone.  Był chyba nieprzytomny, dostrzegła kątem oka niewielką misę z wodą. Podbiegła po nią, wzięła ja i oderwała sobie z koszuli nocnej niewielki skrawek materiału. Uklęknęła przed blondynem i przez chwilę przyglądała mu się niepewnie. Czuła od niego coś dziwnego, miała przeczucie, że nie powinna podchodzić tak blisko, że w ogóle nie powinna była tutaj wchodzić... Jednak coś wciąż kazało jej tutaj zostać. Zostać z nim. Zamoczyła materiał we wodzie i wyciskając go niepewnie wyciągnęła rękę w stronę jego głowy. Drugą dłonią, drżącym ruchem sięgnęła do jego włosów, aby  odgarnąć je z twarzy. Kiedy to zrobiła, ponownie zaparło jej dech w piersi. Miał tak spokojną, piękną twarz. Wyglądał jak uwięziony anioł... Delikatnie dotknęła zmoczonym materiałem jego czoła, prawego, a później lewego policzka. Zamoczyła materiał ponownie i powtórzyła proces. Mężczyzna poruszył się nieznacznie, na co Ana zareagowała gwałtownym wzdrygnięciem. Uniósł delikatnie głowę i powoli zaczął otwierać oczy. Mrużył je nieco przyzwyczajając je do wdzierającego się z korytarza światła. Spojrzał na brunetkę nieprzytomnie mierząc ją wzrokiem.
- C-chcesz... s-się napić? - szepnęła, a głos drżał jej bardziej, niż się spodziewała. Skinął głową, a ona pospiesznie podała mu miskę i troskliwie pomogła się napić. Odstawiła naczynie ponownie na ziemię i przyjrzała mu się uważnie. Był osobą silną, świadczyła o tym umięśniona budowa jego ciała, jednak był zdecydowanie wykończony. Nie wiadomo jak długo już tutaj jest.. Czy jej matka o tym wie? Ukrywa to przed nią? Czy to tutaj jej ojciec znika wieczorami za każdym razem, gdy jest w domu? Jego uroda była inna, nie był stąd. Na pewno był cudzoziemcem. Tylko jak się tutaj dostał? Tyle pytań cisnęło jej się na usta.. Sięgnęła ponownie po materiał i zamoczyła go w zimnej wodzie. Wycisnęła i spojrzała na wciąż patrzącego na nią blondyna.
- M-mogę..? - szepnęła wyciągając rękę ze zmoczonym materiałem w jego stronę. Kiwnął anemicznie głową i gdy tylko materiał zetknął się z jego skórą zmrużył oczy, jakby poczuł ulgę. Ana postanowiła wykorzystać ten moment. - Możesz mówić? - szepnęła, a on tylko przytaknął. - Długo tutaj jesteś? - spytała i nagle poczuła, że jej głos powoli wraca do normy. Ponownie tylko przytaknął. Westchnęła i zamoczyła na nowo materiał powtarzając ponownie proces. - Jak Ci na imię? - długo w odpowiedzi słyszała tylko ciszę. W końcu do jej uszu dostał się cichy, ochrypły głos. Był głęboki i zmysłowy, jednak wyprany z emocji.
- Hyukjae...
Poczuła jak jej puls przyspiesza, a oddech staje się płytki. Czy ten przystojny, anielsko piękny mężczyzna jest tutaj z konkretnego powodu? Czy jest niebezpieczny? Czy jeśli taki jest, to czy nie powinna odczuwać strachu, a on nie powinien próbować jej teraz zaatakować? I czym było to, co czuła, w stosunku do niego? Czy to była litość? A może zwykle współczucie..





* 刑務所 [Keimusho] - więzień

2 komentarze:

  1. Ana i Eva!!! ^__^ juz je uwielbiam <3 Biedny Hyukjae.. az mam ciary jak sobie pomysle kiedy okaze sie kto tu jest złym charakterem a kto dobrym.. ciekawosc rosnie! bosko nieliczac malych literowek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Poprawię literówki w wolnej chwili! ;*
    ps. Eve ;) nie Eva <3

    Dziękuję za komentarz! :3
    ~ Noise

    OdpowiedzUsuń